Elektrownie wiatrowe a PiS. Ekspert Lewiatana komentuje

Eksperci apelują, PiS wie swe. Wiatrakowa batalia przybiera dzięki sile

- Z niepokojem przyjmujemy kategoryczne stanowisko Ministerstwa Energii w kwestii abdykacji z rozbudowy wiatraków na lądzie - pisze Dominik Gajewski, ekspert Konfederacji Lewiatan. Jego zdanie nie wydaje się odosobnione. Po zaprezentowaniu przez Ministerstwo Energii projektu Polityki Energetycznej Polski padają zapytania, dlaczego tak bardzo PiS dąży do wygaszenia tejże branży w Polsce.

W piątek resort energii prowadzony przez Krzysztofa Tchórzewskiego pokazał projekt Polityki Energetycznej Polski. Zapisano w zanim, że ograniczenie emisji CO2 do 2030 r. dzierży wynieść 30 proc. W tym samym roku sześcdziesięciu proc. prądu nadal zostanie pochodziło z węgla, obok utrzymaniu rocznego zużycia na obecnym poziomie. Do 2040 r. spadek produkcji prądu z węgla przewidziano na poniżej 30 proc. Zapisano też, że przy 2030 r. 21 proc. w zużyciu końcowym posiada pochodzić z OZE, zapowiedziano jednak rezygnację z rozbudowy wiatraków na lądzie - ma je zastąpić fotowoltaika, an od 2026 r. - offshore (wiatraki dzięki morzu - przyp. red. ).

Elektrownie wiatrowe a PiS. Ekspert Lewiatana komentuje

Co na tek krok eksperci? Jak czytamy w komentarzu Konfederacji Lewiatan, organizacja "z zaspokojeniem przyjmuje deklarację wsparcia dla inwestycji w morskie farmy wiatrowe (offshore)".

Według niej za tą deklaracją powinny pójść szybkie jak i również konkretne działania usprawniające procedury administracyjne przy budowie morskich farm wiatrowych i skrócenie całego okresu ich przygotowywania z obecnych 8-10 lat do 4 lat.

Problemem jest jednak plan rządu dotyczący ferm wiatrowych na lądzie. - Spośród niepokojem przyjmujemy kategoryczne wyobrażenie Ministerstwa Energii w sprawie rezygnacji z rozbudowy wiatraków na lądzie. Nie wydaje się być ono poparte żadnymi obiektywnymi przesłankami. Nie ma racjonalnych argumentów, które pozwalają wyłączyć rozwój bezpiecznych środowiskowo jak i również społecznie projektów lądowych farm wiatrowych z polskiego miksu energetycznego - dodaje Dominik Gajewski, ekspert Lewiatana.

PiS w 2016 r. wprowadził tzw. ustawę wiatrakową, która dyktuje odległości pomiędzy elektrownią wiatrową a zabudowaniami mieszkalnymi (a także obszarami szczególnie cennymi przyrodniczo).

Ma ona wynosić co najmniej dziesięciokrotność całkowitej wysokości elektrowni wiatrowej. W praktyce innymi słowy, że inwestor nie będzie mógł postawić instalacji bliżej niż 1, 5-2 km od najbliższego mieszkaniu (najbardziej wydajne, zaawansowane technologicznie elektrownie wiatrowe mierzą od momentu 150 m do nawet 210 m). Jak czytamy w uzasadnieniu projektu, taka "odległość zapewnia mieszkańcom ochrona fizyczne". Wtedy według badania firmy doradczej Ambiens, ustawa przygotowana przez PiS zamroziła 99, 2 proc. inwestycji w kraju o łącznej wartości przekraczającej 500 mln zł.

"Wyzwania gwoli polskiej energetyki? "Wystarczy, aby rząd nie blokował lokaty w energetykę wiatrową dzięki lądzie"

- Rząd zakłada kompletne odejście od lądowej energetyki wiatrowej – i to w momencie, gdy według ostatniej aukcji OZE dostaliśmy potwierdzenie, że jest to najtańsza technologia produkcji energii elektrycznej w Polsce, jaką na dodatek mogą w zdecydowanej większości dostarczyć udziałowcy prywatni. Paradoksalnie, rząd pośrednio przyznaje w ten środek, że możemy zupełnie wycofać się z energetyki węglowej już w perspektywie kolejnych 20-25 lat. Prognozowany mus energetyczny wskazuje, że u dołu koniec lat 30. uczestnictwo energii produkowanej z węgla spada, do 1/3, innymi słowy do 23 proc., jeżeli wyłączymy z obliczeń elektrociepłownie - zauważa Śniegocki.

W opinii Śniegockiego do całkowitego odejścian od czarnego paliwa w polskiej energetyce wystarczy, by rząd odrzucić blokował inwestycji w energetykę wiatrową na lądzie i wywiązał się ze swoich deklaracji dotyczących rozwoju pozostałych zeroemisyjnych źródeł energii.

- Będzie temu swoją drogą sprzyjać perspektywa dalszego wzrostu cen uprawnień do emisji CO2, na co rząd nie ma wpływu. Obok tym szybsza rozbudowa energetyki wiatrowej na lądzie pozwoliłaby dodatkowo podnieść udział OZE już w 2030 r. Obecny projekt zakłada, iż będzie on rósł znacznie wolniej niż w całej Unii Europejskiej - dostrzegł ekspert.

Sprawę opisuje także prasa. "Za dyrdymały nasi rozmówcy z branży wiatrowej uważają prognozę, która to mówi o zniknięciu spośród rynku lądowych farm wiatrowych, które już dziś funkcjonują" - czytamy w "Pulsie Biznesu". Dziennik przypomina, iż na razie odbyła się tylko jedna aukcja przyznająca wsparcie nowym źródłom wiatrowym. W 2019 r. odbędzie się jeszcze jedna, co - jak dodaje gazeta - w ostatni piątek zapowiedział minister energii, Krzysztof Tchórzewski.

"Te źródła zostaną wybudowane i będą się kręcić przynajmniej do 2040 roku. Na kolejne aukcje się odrzucić zanosi, co można wnioskować z prognozy miksu przewidzianego w PEP. W 2040 r. moc wiatru dzięki lądzie ma wynosić 800 MW, podczas gdy prawdziwe farmy wiatrowe mają łączną moc 6400 MW. Resort energii przewiduje ich stopniowe rozbieranie już od ok. 2030 r. " a mianowicie pisze "PB"

Uprawnienia do odwiedzenia emisji CO2. Co to jest?

Kluczowym elementem polityki UE dla walki wraz z zmianą i jej fundamentalnym narzędziem służącym do zmniejszania emisji CO2 jest układ handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS). Jest wówczas pierwszy i dotychczas największy na świecie rynek uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Działa w 31 państwach (28 krajów UE i Islandia, Liechtenstein i Norwegia). Polega na wprowadzeniu limitu łącznych emisji niektórych gazów cieplarnianych emitowanych przez instalacje objęte systemem.

Polega on na tym, że ramach wyznaczonego pułapu firmy otrzymują lub kupują prawa do emisji, którymi potrafią handlować zgodnie ze swymi własnymi potrzebami. Mogą też kupować ograniczone ilości międzynarodowych jednostek emisji pochodzących z wzorów mających na celu zredukowanie zużycia energii na pełnym świecie. Ograniczenie całkowitej cyfry dostępnych uprawnień do emisji gwarantuje, że mają ów lampy pewną wartość.

Co roku każde przedsiębiorstwo ma obowiązek umorzyć liczbę przydziałów wystarczającą na pokrycie jego całkowitych emisji. W przeciwnym przypadku nakładane są wysokie grzywny. Jeżeli przedsiębiorstwo zmniejszy własne emisje, może zatrzymać równoczesne uprawnienia w celu pokrycia swoich potrzeb w przyszłości albo sprzedać je innemu przedsiębiorstwu, któremu tych uprawnień zabrakło.

W zależności z reformą EU ETS wpływ cen uprawnień będzie rosnąć. Dotąd bowiem polska energetyka konwencjonalna korzystała wraz ze stale malejącej liczby gratisowych uprawnień do emisji. Po przyszłym roku system ów będzie wygaszony, a to oznacza, że trzeba zostanie ponosić koszty drożejących pozwoleń.

W polskim przypadku, gdzie węgiel kamienny jak i również brunatny stanowiły niemal 80 proc. produkcji energii elektrycznej, ceny uprawnień mają niesłychanie silny wpływ z jednej strony na rentowności firm energetycznej, jak i ceny energii dlan odbiorców. W przeciągu ostatniego roku uprawnienia zdrożały ok. trzykrotnie, do pułapu niemal 20 euro przy październiku 2018 r.

A co z atomem?

Na koniec wspomnijmy też, że minister Tchórzewski zapowiedział, że w 2033 r. ma pojawić się zakład energetyczny jądrowa, a w kolejnych latach będą oddawane następujące bloki jądrowe (co 2 lata nowy). Zdaniem Konfederacji Lewiatan ten plan wydaje się być nierealny.

- Nan oddanie do użytku elektrowni jądrowej w 2033 r. nie pozwalają obecnie obligatoryjne przepisy w zakresie żądanych zezwoleń i pozwoleń. Dodatkowo projekt jądrowy jest doniośle opóźniony i nie wydaje się znany żaden realny scenariusz jego przygotowania. Dodatkowe niejasności budzi fakt, iż obecnie toczący się proces administracyjny zmierzający do uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach na rzecz elektrowni jądrowej (pierwsza ważna inwestycyjna decyzja administracyjna), mieści przedsięwzięcie o mocy do 3, 7 GW jak i również dotyczy określonego obszaru a mianowicie mówi Dominik Gajewski i dodaje:

Nie istnieją wszczęte kolejne postępowania zmierzające do uzyskania pozwoleń na rzecz nowych bloków. Tak dlatego już samo założenie oddawania co dwa lata nowego bloku jądrowego nie jest dopuszczalne do realizacji. Na dodatek odrzucić ma wytypowanych nowych umiejscowienia dla kolejnych bloków, a „pojemność" lokalizacji, w wskazane jest projekt jądrowy jest obecnie realizowany jest wyczerpana.

Jak przekonuje ekspert, Polska będzie potrzebowała nowych mocy w systemie energetycznym.

- Ale one powinny się pojawić już w 2021. Tak więc nawet zrealizowanie pierwszych bloków nuklearnych w 2033 r. odrzucić zapewni bezpieczeństwa energetycznego Lokalny - przewiduje.

Projekt jest obecnie w konsultacjach społecznych. Uwagi można zgłaszać do 15 stycznia 2019 r. TUTAJ.

Fed pozostawia stopy procentowe w niezmienonym poziomie